Wiosenne pyrkanie PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maciej Olszewski   
piątek, 06 kwietnia 2012 16:56

Po lataniu w słonecznej Italii przy palącym słońcu i wysokiej jak na wiosnę temperaturze 22st.C przyszła pora na powrót do naszej rzeczywistości.

Mając w zasadzie ładną pogodę w postaci bezchmurnego nieba ale z jakoś tak nienaturalnie "niską" temperaturą w okolicach zera i trochę mocnym wiatrem wybraliśmy się z Rossim i Leszkiem na Buniaki.

Na startowisku byłem pierwszy. Rozstawiłem rękaw, który przez większość czasu powiewał poziomo. Zapowiadało to solidny wiaterek. Rossi zmierzył siłę swoim miernikiem i wyszło tylko 3m/s.  Nie odzyskawszy po powrocie z Włoch swojego skrzydła, musiałem wykonać pierwszy lot z npędem na skrzydle Marka. Sprawdziło się bardzo dobrze w lataniu swobodnym ale nie wiedziałem jak będzie z napędem. Po przygotowaniu sprzętu ustawiłem się do alpejki i w tym momencie wiatr zdechł. Leszek już chciał mnie przekładać do klasyka, gdy troszeczkę powiało. Nie czekając pociągnąłem raźno obie taśmy A i o dziwo skrzydło wstało. Szybko zrobiłem obrót, gaz do dechy, krótki rozbieg i winda w górę. Po starcie okazało się, że linki do speeda są jednak delikatnie za krótkie ale spowodowało to tylko podciągnięcie belki i początku siedziska wyżej bez naciągania speeda na skrzydle. Pozycję miałem trochę z kolanami wyżej ale nie przeszkadzało to bardzo w locie. Szybko okazało się, że wiatr jednak powiewa dość raźno i na dodatek pracuje jeszcze dzienna termika. Skierowałem się nad Ełk bo chciałem zrobić parę nowych fotek w słońcu. Trochę w powietrzu trzepało. Miałem wrażenie że bardziej idę w górę niż do przodu ale po parunastu minutach byłem już u celu. Pokręciłem się nad miastem. Kilka razy trochę mnie wytarmosiło na skraju jeziora. Powrót był już szybszy bo z wiatrem. Na 400m nad lądowiskiem tradycyjnie wyłączyłem silnik żeby chociaż przez chwilę poszybować swobodnie. Zakręciłem się na małym pagórkiem, nad którym zawsze jest noszenie i okazało się, że Markowe skrzydło ładnie nosi mnie w powietrzu. Nad tym pagórkiem powisiałem chyba z 10minut ku mojej radości. Lądowanie niestety było dość szybkie i nie w punkcie przez mnie obranym. Po noszeniu jest niestety duszenie. Dodatkowo majtnął mną dość mocno wiatr i wolałem odpuścić walkę o lądowanie w upatrzonym miejscu. Pole jest duże i można sobie te 50m podejść z buta.

W tym czasie po okolicy pokręcił się Leszek. Rossi nie wzniósł się w powietrze, ponieważ jego śmigło powiedziało "be" i się rozdziawiło ;)

Kilka fotek poniżej: